Zapisz się do Skarabeuszowego świata!
Odbierz bezpłatnego E-booka!
Dowiesz się:
jak wyliczyć swoje zapotrzebowanie kcal.
ile jeść białka
ile mitów jest wokół diety
jak twój organizm spala tkankę tłuszczową
jak zredukujesz stres i zapewnisz sobie profilaktykę przed bólem dzięki prostej praktyce jogi
otrzymasz bezpłatny plan treningowy
otrzymasz formatki do druku dziennika treningowego, planera posiłków i swojego celu!
Bardzo często, gdy ktoś mówi o swoim ciele, pojawia się jedno zdanie: „jest za sztywny na jogę”. I zwykle to zdanie wypowiadane jest z takim przekonaniem, jakby zamykało temat raz na zawsze. Jakby ciało miało już swój werdykt. A ja coraz częściej myślę, że to jedno z bardziej niesprawiedliwych określeń, jakie sobie przypisujemy. Bo w większości przypadków nie jest tak, że ktoś jest „za sztywny”. Raczej jest bardzo dobrze przystosowany do tego, co robi na co dzień.
Najłatwiej to zobaczyć, gdy przyjrzymy się sportowcom, tylko trzeba spojrzeć na nich bez uproszczeń. Często wyobrażamy sobie sprawne ciało jako ciało umięśnione, symetryczne, silne w każdym sensie. Tymczasem sport pokazuje coś zupełnie innego. Piłkarz nie jest sportowcem dlatego, że ma rozbudowaną muskulaturę. Jego mięśnie mają dużą moc, ale nie musi wyglądać jak ktoś, kto spędza godziny na budowaniu masy.
Liczy się szybkość, koordynacja, zdolność do nagłych zmian kierunku i wytrzymałość w powtarzalnych sprintach. Tenisistka również nie dąży do tego, by mieć umięśnione ciało w klasycznym rozumieniu. Jej siła jest funkcjonalna, a ciało lekkie i dynamiczne, gotowe do gwałtownych rotacji i hamowania ruchu w ułamku sekundy. Łyżwiarki także są bardzo lekkie, mają ogromną kontrolę i stabilność, ale w bardzo konkretnych zakresach ruchu. Każda z tych osób jest sportowcem, mimo że żadna nie pasuje do jednego, prostego obrazu „umięśnionego, idealnego ciała”.
Co ciekawe, niemal wszyscy sportowcy i tak trenują siłowo. Tyle że nie po to, by „być umięśnionymi”, tylko po to, by utrzymać zdolność wykonywania swojej specjalizacji. Siła jest narzędziem, nie celem. I mimo tego bardzo często zmagają się z dolegliwościami. Piłkarze mają pospinane biodra i obolałe kolana. Biegacze i maratończycy często narzekają na sztywność dolnej części ciała i przeciążenia. Tenisiści doskonale znają pojęcie łokcia tenisisty. To nie wynika z braku formy ani złego treningu. To efekt tego, że ciało przez lata pracuje w bardzo wąskim, powtarzalnym zakresie ruchu. Jest świetnie przystosowane do jednego zadania, ale płaci za to ograniczeniami poza nim.
I dokładnie ten sam mechanizm działa u nas wszystkich. Tylko że my rzadko nazywamy to treningiem. Jeśli przez osiem godzin dziennie siedzisz, Twoje ciało uczy się siedzenia. Jeśli pracujesz fizycznie i cały dzień wykonujesz te same ruchy, ciało adaptuje się właśnie do nich. Jeśli spędzasz dużo czasu w samochodzie, w pozycji zgarbionej, z rękami przed sobą, organizm uznaje to za swoją normę. Jedne mięśnie są stale skrócone i napięte, inne cały czas rozciągnięte i osłabione. Układ nerwowy uczy się jednego schematu ruchu i zaczyna go chronić, bo jest znany i bezpieczny.
Problem nie polega na tym, że ciało się psuje. Problem polega na tym, że zaczynamy oczekiwać od niego wszechstronności, której go nie uczymy. Chcemy, żeby było swobodne we wszystkich kierunkach, choć na co dzień porusza się w bardzo ograniczonym zakresie. I wtedy pojawia się myśl, że trzeba się „rozciągać”, jakby wszystko sprowadzało się do długości mięśni. Tymczasem w większości przypadków to nie mięśnie są problemem. Problemem jest to, że ciało straciło doświadczenie ruchu w innych kierunkach i zwyczajnie im nie ufa.
I właśnie tutaj joga robi coś zupełnie innego niż samo rozciąganie. Nie próbuje na siłę wydłużyć tego, co napięte. Raczej uczy ciało współpracy. Asany są tak skonstruowane, że jedne mięśnie muszą się napiąć, żeby inne mogły się rozluźnić. Przód i tył ciała zaczynają znowu działać razem. Prawa i lewa strona dostają równą uwagę. Pojawiają się skręty, których na co dzień prawie nie wykonujemy, i stabilizacja tam, gdzie zwykle jej brakuje. To nie jest pogoń za zakresem ruchu. To jest przywracanie relacji.
Dlatego nie ma sensu porównywać się do sportowców ani próbować dorównać ich sylwetce czy możliwościom. Ich ciało jest efektem pracy, która jest ich zawodem. Tak samo jak Twoje ciało jest efektem pracy i życia, które prowadzisz Ty. Ono nie jest gorsze. Ono jest wyspecjalizowane w czymś innym. Joga nie ma z tego robić problemu ani próbować Cię „naprawić”. Ma dać ciału coś, czego nie dostaje na co dzień: różnorodność ruchu i poczucie bezpieczeństwa w większym zakresie.
Dlatego właśnie joga dla począktujacych w Bydgoszczy ma sens nie wtedy, gdy ktoś już jest sprawny, ale wtedy, gdy ktoś zaczyna zauważać, że jego ciało zawęziło się do jednego trybu działania. Jeśli dziś czegoś nie możesz, to nie jest porażka ani dowód, że się nie nadajesz. To informacja o tym, jak dobrze przystosowałeś się do swojej codzienności.
A joga jest po to, żeby na chwilę z tej specjalizacji wyjść. Czasem naprawdę wystarczy godzina w tygodniu, żeby ciało przypomniało sobie, że nie musi przez cały czas robić tylko jednego. Masz jedno ciało. I ono bardzo dobrze reaguje na różnorodność, jeśli tylko dasz mu na to przestrzeń.
Bydgoszcz i okolice
Odwiedź mnie